zawsze przyjeżdżam tu za pewnymi ukonkretyzowanymi potrzebami. zawsze mam sprecyzowane myśli i sposób myślenia. a jednak...
jednak zawsze spotyka mnie coś takiego, że coś w tym moim myśleniu przewraca. (i od razu dygresja-ktos mógłby teraz zarzucić niekonsekwencję w myśleniu, czy nawet zarzucić mu pewną dziurę. nie! nic bardziej błędnego - życie po prostu ma taką wariabilność i różnorodną kombinatorykę, że nie jest się w stanie przewidzieć wszystkiego. to oczywiście jasne. chodzi o to, że to nie zmienia samego sposobu myślenia. pisałem już o nim wcześniej, więc nie ma się co powtarzać. to owszem zaburza pewne koncepcje, ale system i moje nastawienie pozostaje takie samo).
dochodzę do pewnego wyjaśnienia. wiem czemu mimo wszystko lubię i chcę pojawiać się w rzeszy. to są ludzie. to dla nich przyjeżdżam. i oczywiście niczego nie umniejszam ludkom, których znam z wroca, bo są tak samo fantastyczni. to tak naprawdę dwa różne światy. gdyby ktoś mi kiedyś kazał definitywnie wybrać któreś środowisko to po prostu strzeliłbym sobie w łeb.
i w tym momencie sama z siebie nasuwa się myśl czym dla mnie byłaby wymarzona utopia (org. tomasz morus... z tym, że nie jestem pewny czy to on tą koncepcję stworzył). moją utopią byłby wrocław - mimo wszelkich dobrych chęci, rzeszów nigdy nim nie będzie i nigdy mu nie dorówna. tak więc miejsce jest ustalone. jednak nie do końca chodzi o samo miasto.
ja bym chciał zgromadzić wszystkich moich znajomych w tym jednym mieście. o! dla mnie właśnie to byłoby najfajniejsze.
kończę. w sumie to skrócony zapis moich myśli, które towarzyszyły mi w drodze powrotnej do domu. opublikowane z opóźnieniem... no cóż zdarza się...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz