niedziela, 15 marca 2009

chwila oddechu...

kolejny dzień z cyklu pracowitych. ale jakoś tak się złożyło, że miałem nawet trochę czasu na myślenie (w tramwaju) i tak sobie pomyślałem o "sobie-obecnym" (w sumie nie wiem czemu, jest cała masa fajniejszych tematów).

tak sobie doszedłem do wniosku, że jestem w sumie usatysfakcjonowany (jakie trudne słowo, mam nadzieję, że błędu nie zrobiłem) tym co teraz mam, jaki jestem i jak żyję. Cieszy mnie to, że mam dobrych znajomych (zarówno tu, we wrocławiu jak i tam, w rzeszowie [durny podział na tu i tam o.O]), mam co robić, mam się z czego cieszyć, śmiać, i na co narzekać. dużo (wg niektórych, za dużo) pracuję, ale dzięki czemu nie mam czasu się nudzić, za dużo rozmyślać, martwić się etc.. jednym słowem mistrzostwo świata - czego można chcieć więcej od życia!

w tym samym momencie podeszła do mnie refleksja, usiadła obok i szepnęła coś do ucha...
generalnie można chcieć czegoś więcej... dokładniej rzecz biorąc jednej jedynej rzeczy. powiem tak - zmęczyło mnie już bycie singlem. brakuje mi ciepła drugiej osoby, głębszego uczucia i całej reszty tych rzeczy związanych z miłością. chyba dlatego jestem takim pracoholikiem, żeby jakoś zabić tą pustkę...
a co tu dużo mówić, ja szczęścia do kobiet jakoś nie mam - niestety. taki lajf, co zrobić ;-)

swoją drogą tak się zastanawiam - czy z umiejętnością okazywania uczuć jest tak jak z jazdą na rowerze (że nigdy się jej nie zapomina) czy tak jak z organami nieużywanymi (po prostu zanikają)?

będę miał temat do rozmyślań na kolejną wolną chwilę.

branoc

2 komentarze:

  1. Kolego Masayu...

    Szanowny Panie...

    po pierwsze - cieszę się, że znowu można Pana czytać:D

    po drugie - ja też nie miałem szczęścia do kobiet - i to w szerszym chyba zakresie, nie?:> a widzisz do czego mnie to zaprowadziło?:> przed ołtarz:P
    Więc się nic panie nie bój - na wszystko będzie czas...

    pracoholizm - z doświadczenia wiem, że jest wygodny - ale uważaj, bo na dłuższą metę męczy okropnie i wpada się w marazm...

    podobnie z lenistwem jest - tylko pracoholizm każe nam wszystko rzucić, a lenistwo wziąć się za siebie...

    Tak czy inaczej - będzie jak ma być a od maja lepiej ;) bo wiosna i takie tam sraty taty... no i Rzeszów :D

    pozdrawiam i kibicuję w rzucaniu palenia :D

    Ciało

    OdpowiedzUsuń
  2. miło słyszeć, że ktoś się cieszy, że można mnie poczytać :) zawsze to jakaś motywacja.

    ale jeszcze fajniej by było, gdyby się nam w końcu udało zgrać i pogadać jak normalni, biali ludzie, czyli w cztery oczy, najlepiej przy piwie;-)

    zgadzam się generalnie z tym co napisałeś - zwłaszcza, że filozofia "jest jak jest i jest dobrze, a o przyszłości można pomyśleć, ale nie za dużo, bo to nic nie daje" jest moim mottem życiowym od pewnego czasu.

    a co do palenia... ciężko. Nie da rady rzucić przed wakacjami. Ale jak już będę mógł pieprznąć trzema literkami przed nazwiskiem w kąt i prawie nic nie robić, wtedy szanse na zerwanie z nałogiem urosną co najmniej 3x...

    Dusza

    OdpowiedzUsuń