sobota, 14 marca 2009

praca praca praca

od ponad tygodnia non - stop, dzień w dzień i noc w noc. końca nie widać, pieniędzy nie ma i tylko powtarzam sobie, że mi się to kiedyś w doświadczeniu zwróci... nie no, poważnie w to wierzę i się tego trzymam, tylko... zmęczony już jestem. po prostu.

gdyby to jeszcze była ciekawa robota, jakieś projekciki, naming, CI, cokolwiek co lubię... niestety. obecnie męczę się nad wklepywaniem ankiet do pracy magisterskiej i pomagam znajomemu przygotować korpus tekstowy do doktoratu - a to jest tak dehumanizująca praca, że szlag by to.

i coby jeszcze na zakończenie dodać, to ostatni semestr 5. roku na uwr jest tak powalony, że głowa boli o.O co tydzień mam do przeczytania 4 kg mniej lub bardziej durnych tekstów, a potem dyskusje z wykładowcami. niby fajnie, ale problem jest taki, że oni chyba nie zdają sobie sprawy, że mamy inne zajęcia i elementarny brak wiedzy (no bo skąd ją nagle wziąć) z zakresu kulturoznawstwa i językoznawstwa... zwłaszcza to drugie wyprowadza mnie z równowagi - skąd i k**wa po co mam takie rzeczy wiedzieć, będąc na kierunku, który szkoli mnie w zakresie PR, CI, branding. no k**wa po co?!

a oni żyją w tych swoich małych, profesorskich światkach i nie dociera do zakutych łbów, że może by tak przyjemniej, łagodniej i łatwiej poprowadzić zajęcia... oczywiście, że nie - bo po co.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz