a właśnie, coś się zaczyna dziać, w związku z moją i placka firmą. właściwie dzieje się dwutorowo - z jednej strony dobrze, z drugiej dość chujowo. zacznę może od tej lepszej części...
zanim jeszcze otoworzyliśmy działalność gospodarczą, pojawili się nam klienci. obecnie obsługujemy restaurację meksykańską, biuro consultingowe i od połowy maja ruszamy z firmą transportową. nie chcę jakoś szczególnie rozwodzić się nad tymi projektami, bo nie każdego to może ciekawić, część już wie, a poza tym nie wiem czy mnie unia europejska nie podsłuchuje i później nie da nam pieniążków...
no tak. można by powiedzieć, że już nieco za późno. dzisiaj się dowiedziałem, że kochani urzędnicy odwołali drugą i trzecią turę składania dokumentów o dofinansowanie z ue. i jest beka, bo nie zdążyliśmy tych papierów złożyć. generalnie chodzi mi po głowie myśl (typowa, ludzka w takich momentach) - jakim cudem zmienia się zasady gry w trakcie (a właściwie już pod koniec) jej trwania? czy urzędnikom wolno tak bezkarnie zrobić? i w końcu - chyba trzeba by uruchomić stare kontakty w mediach i napuścić ich na ten temat. a nuż widelec jest tu jakiś mniejszy lub większy wałek?
generalnie nie jest za ciekawie, ale już kombinujemy jak tu jeszcze pozyskać pieniądze na firmę i jak się zakręcić, żeby jednak powstała. ja już tego nie odpuszczę i dołożę starań, żeby udało nam się w ten czy inny sposób coś zrobić. za dużo w to włożyłem energii, chęci, "uczucia".
ostatnio jeszcze z pozytywnych rzeczy przydażył mi się wyjazd do dobrzechowa. świetny "reset", fajna zabawa i to co najważniejsze - masa śmiechu (no i oczywiście skakanie z gałęzi, którego już mi strasznie brakuje).
od pewnego czasu łapię się na tym, że coraz częściej potrzebuję takich mega dawek śmiechu. inaczej siada mi psyche. niepokoi mnie to o tyle, że do mojego myślenia i filozofii życiowej wkradają się coraz częściej takie zwiechy, "błędy" myślenia etc.. zastanawiam się z czego to wynika. najbardziej mi odpowiada ta wersja, że mam teraz "osłabioną" psychikę - wynika to z tego, że zaczyna mnie gonić czas jaki mi pozostał do napisania mgr (3 tygodnie, a jeszcze praktycznie nic nie ruszone), stan zawieszenia pomiędzy wrocławiem a rzeszowem (zaczynam czuć, że już nie mieszkam we wrocku, a jeszcze nie w rzeszowie; ponadto naprawdę ciężko opuszcza mi się to miejsce), no i wychodzi na to, że po raz kolejny niefartownie ulokowałem swoje uczucia. myślę jednak, że uda mi się spokojnie wrócić do dawnego "spokoju ducha", jak tylko wyjdę na prostą z tym całym bałaganem.
póki co idę odsypiać.

...i znowu zamarło wszystko...
OdpowiedzUsuń...i znowu zastanawiam się czy żyjesz:P
pzdr.
Ciało